Strona:PL George Gordon Byron - Manfred.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jednak ja żyję, ludzki ród znienawidzony
Czuję że jeszcze cierpieć i oglądać muszę;
Ja wiem, że mędrca szkołą musi być cierpienie, —
Boleść nauką! — Mędrcy ci, co od powicia
Właśném swém doświadczeniem zgłębili twierdzenie
Znane: Drzewo wolności, nie jest drzewem życia!

Filozofia, świata wielkie wiadomości,
Tajemnice przyrody, wszystkiegom prObował;
Duchem lotnym sięgałem najgłębszych skrytości,
Bo umysł skrzydeł orlich łatwo obejmował!

Głupstwem nauka!..... czasem cnotę spotykałem
Nawet wśród ludzi, za to szczodrze im płaciłem
Wspaniałością, dobrocią!..... i cóż ztąd zyskałem?.....
Sam w pośród nieprzyjacioł, bez obawy żyłem,
Nie śmieli stawić czoła, choć było ich wielu!
W życiu samotném wszystko marnie się zużyło?
Dowcip niepospolity, wielka szczytność celu,
Życie dobre, albo złe; — co drugim służyło
Padały koło mnie, jak letnich deszczów wody
Na piasków łono!..... od téj chwili bez imienia!.....

Odtąd serce me z czuciem nie poszło w zawody,
Ni z rozpaczą, ni z żądzą ludzkiego pragnienia.
I postrzegłem przekleństwo nademną wiszące,
Gdy już wszystkie uczucia z duszy wystraszyło: