Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w ciemnej ziemi pracują i zaczynają kiełkować. Wiosna już się zaczęła na dobre, być więc może... być może...
Łagodna monotonja głosu uciszała go stopniowo. Spostrzegła to i ciągnęła dalej:
— Być może, że już widać je przez trawę — może już są całe gniazda purpurowych i żółtych krokusów. Może już listki poczynają pękać i rozwijać się — a może — może szarość gałązek zamieniać się zaczyna na zielony welon gazowy — i pnie się — pnie się na wszystko. A ptaszki przylatują przyglądać się tym cudom, albowiem jest tam tak zacisznie i tak bezpiecznie. A może — może — może — dodała zupełnie cicho i wolniusieńko — może gil znalazł samiczkę i gniazdko sobie zakłada...
I Colin zasnął.