Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/076

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


samej zupełnie, bez matki. Staraj się, jak możesz, żeby ją zabawić». A ja powiedziałam matce, że się będę starała rozweselić panienkę.
Mary spojrzała na mówiącą długo, poważnie.
— I rozweselasz mnie bardzo — rzekła. — Lubię, gdy mówisz.
W tej chwili Marta wyszła z pokoju i wróciła niebawem, niosąc coś pod fartuchem.
— Co też panienka na to powie, żem panience przyniosła prezent — rzekła wesoło.
— Prezent? — zawołała Mary zdziwiona. Skąd z tego biednego domku można było przynieść prezent?
— Przejeżdżał koło nas taki Węgier — objaśniała Marta. — Zatrzymał się przed naszemi drzwiami. A miał kociołki, rondelki, garnuszki i przeróżne rzeczy, lecz matka nie miała pieniędzy, żeby móc coś kupić. Ale gdy już odjeżdżał, nasza mała Elżbietka zawołała: «Mamo, on ma skakanki z czerwonemi i niebieskiemi rączkami». A matka nagle zawołała: «Niechno się pan zatrzyma! Po czemu skakanka?» A on mówi: «Dwa pensy», a matka zaczęła w kieszeni szukać i mówi do mnie: «Marto, przyniosłaś pewnie zasługi, boś przecie poczciwe dziewczę; mam ci ja do kupienia coprawda właśnie cztery rzeczy po pensie, ale doprawdy wolę za dwa pensy skakankę kupić temu dziecku»; no i kupiła, i oto ona!
Wyciągnęła sznur z pod fartuszka i z dumą go rozwinęła. Była to mocna, cienka linka z rączką w paski czerwone i niebieskie na każdym końcu, lecz Mary nigdy przedtem nie widziała skakanki. Patrzyła więc zdziwiona.
— Do czego to służy? — spytała ciekawie.
— Do czego? — wybuchnęła Marta. — Czy to panienka w Indjach nie widziała skakanki, choć widziała słonie i wielbłądy, i tygrysy? Nie dziwno mi, toż tam najwięcej «czarnych». A teraz niechno panienka patrzy, do czego to służy.