Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/291

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mą niezaszczytną niewolę!
Tak to ten, co go moim zdrajcą mienię,
Żyć gorzko w słodkie zmienił mi istnienie!

Zmusił mię wkroczyć w puszcz zapadłych knieje,
Gdzie w cierniach tłuszcza zbójców i zbrodniczej
Źwierzęcej gnieździ się dziczy,
Kędy ogników błędnych straszy trwoga —
W manowce, w klęski, jakich nikt nie zliczy —
W bezdroża, z których blada groza zieje,
I gdzie, żegnając nadzieję,
Człek opuszczonym zda się być przez Boga!
Tam on, tą moją co mi wiecznie wroga,
Równie na jawie dręczył mię jak we śnie,
I jeślim z tego przedwcześnie
Dotąd nie umarł, Nieba mię ustrzegły,
Nie zaś ten zdrajca przebiegły,
Co mem zbawieniem jak sam chce pomiata —
Gdyż mu jest pastwą ból mój i zatrata!

Odkąd mię posiadł, chwile moje miały
Niepokój wieczny, tak, że senne zioła
Ni zaklęć moc już nie zdoła
Módz ukołysać duszę nią — albowiem
Czarami swemi obiegł mię dokoła —
Gdziebądźbym uciekł, to dzwon rozbujały
Wszystkie swe nocne hejnały
Wydźwięczy wprzódy, nim się ja z wezgłowiem
O sen ugodzę!... — Wreszcie szczerze powiem:
On mi robakiem w głąb’ się serca wwierci,
Że mam byt gorszy od śmierci,
Podwójną znosząc cierpień moc, jeżeli
Nikt ze mną mąk tych nie dzieli!
Więc oto czemu dwaj nieprzejednani
Przed tobą stają. — ty zaś sądź nas Pani! —

— Teraz o Pani! — rzekł on wróg mój srogi —
— Pozwól, niech druga strona głos zabierze,
I niech otwarcie i szczerze
Ja znów opowiem jak istotnie było,