Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ja tam, z pod serca dobytemi słowy.
Jąłem spowiadać mych miłości drogi.
Nie tając grozy, ni trwogi,
Że niepomszczoną śmiercią może zginę:
— Pani! — wolałem — toż ja w złą godzinę
Wszedłem w tej służby obowiązki twarde,
Gdziem tylko gniew i pogardę
Zyskał, i razem duszą mą i ciałem
Tyle się mąk wycierpiałem.
Że już nie mogąc dłużej tak zawzięcie.
Boleć, byt własny miałem w dziwnym wstręcie!

Odtąd, w męczarniach płonne pędząc chwile,
Ileż korzyści, ileż zaniedbałem
Rozkoszy Rajskich, mym szałem
Służąc chytrego okrutnika sprawie!
I jakież słowo może być dość śmiałem,
By wypowiedzieć krzywd i nieszczęść tyle?
O! sprawiedliwie nań kwilę.
I łzy w mym głosie mam, i sercem krwawię —
Bo mi pociechy żadnej nie dał prawie! —
Na lep słodyczy złudnych przezeń wzięty.
Jam żółci tylko znał wstręty!
A kiedy mniemam. Rajskie śniąc rozkosze,
Że przezeń w Niebo się wznoszę,
On ze mnie zdrajczo męztwa zdjąwszy zbroję,
Znagła mi spokój wziął i pchnął mię w boje!

On to mię skłonił mniej niż należało
Miłować Boga, i strzedz własnej części,
I dla urody niewieściej
Chwały się wyrzec co wraz ze mną wzrosła!
On się doradcą przy mnie gdy umieści,
Mych żądz się wodzem zrobił — chcąc, bym śmiało
Puścił się w toń rozszalałą,
Gdzie mię ni żagle zbawią, ani wiosła.
Biada mi! Serce czyste, myśl podniosła,
Pragnienia szczytne, na cóż mi się zdały?
Gdy dziś, złamany, zwiędniały,
Niźli się żądzy mojej wyrzec, wolę