Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie — Laura ze mną! Jeśli jej wypowiem
Wszystko, co cierpię — dość mi. Ona bowiem
W Niebiesiech nawet mękę mą podzieli! —



Sonet 276.


Już w cichą przystań z toni rozszalałej
Miłość nas wiodła, byśmy ocaleni
Ten spokój mieli, co to w lat jesieni
Żądzę przetwarza w cnotę pełną chwały —
Już w mojem sercu oczy jej czytały
Jakby w wierności księdze. W tem, zśród cieni,
W chwili nie długiej, śmierć — ponura ksieni —
Pracę lat mnogich rozbiła o skały.
Sądziłem jeszcze w ostatecznej porze.
Że więc w przeczyste uszy jej, wyśpieszę
Wyszeptać spowiedź myśli mych tajemną!
A ona również byłaby mi może
Coś odszepnęła, coby ku pociesze
Pamięci po niej pozostało ze mną!—



Sonet 277.

W pierwowzorze bardzo przesadny.


Gdym Laurę tracił — (o! i któż wysłowi
Bezlitość zrządzeń, które tak nieczule
Ten kwiat poddawszy godny wieńczyć króle,
Świat mi zmieniły w głuchą czczość pustkowi!) —
Miłość mi rzekła: — Odtąd masz Laurowi
Pieśń czci twej święcić i spowiadać bóle!... —
Odtąd, ja tęschny, całem sercem tulę
Do jego objęć bluszcz mej myśli wdowiej.
O tamtej myśląc, w której żywem łonie
Mych dumań miałem skarb — a tę już chłonie
Wieczność, w promieniach której topniejemy...
O Boski Laurze! co Zrządzenia sprawą
Odkwitasz w niebie — czemu, pieśnią łzawą
Wiecznie cię wołam — a tyś dla mnie niemy?. —



Sonet 278.


Dnie moje, szybsze niźli bieg jeleni,
Jak cień pierzchają, — a ja nie wiem: czyli