Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Od których duch mój tak się w sobie dzieli,
Że mię dziś jeszcze urzeczonym zową —
Słoneczne sploty z barwą złotopłową,
Różane usta, w których się Anieli
Niebiańskim Rajem z nędzy ziemskiej śmieli —
Wszystko to Boskie w proch rozwiało słowo!
Jam jednak żywy, mimo śmierci w duszy,
Bez gwiazd przewodnich, w statku, co się kruszy
Walcząc z odmętem rozwichrzonej toni!
Więc żegnaj pieśni, coś miłością brzmiała —
Już mi natchnienia wyschła w piersi chwała,
I lutnia moja łkaniem tylko dzwoni! —



Sonet 252.


Gdybym wprzód sądził, że są godne sławy
Więzione w pieśniach westchnień moich dźwięki,
W krasniejsze byłbym zdobił je sukienki
W czasie, gdym tylko był miłością łzawy.
Lecz gdy już niema tej, co w wzniosłe sprawy
Myśl nią skinieniem białej wiodła ręki.
Nie zdołam więcej w jasny ani w miękki
Mój rym dziś zmienić mroczny i chropawy.
Naonczas było mem staraniem całem,
Szukając ulgi, snuć mój rym zbolały.
Nie zaś, bym z tego czczej chciał nabyć chwały.
Tak jest, rozgłosu z łez mych nie szukałem —
Dziś mi zaś nie da płakać w niebogłosy
Milczenie grobu Laury złotowłosej! —



Sonet 253.


Mogłaby, niby Król w ubogie strony,
W pierś mą zawitać zejściem swem wspaniałem —
Cóż, gdy z jej wzięciem w Niebo, ja się stałem
Nie już śmiertelny, ale uśmiercony!
Duszę mi wzięto z mojem dobrem całem —
Skarb mej miłości został bez obrony —
I nawet — niemi tuląc go ramiony,
Głazbym rozrzewnić zdołał słów mych szałem!
Tylko że łzawych skarg mych nikt nie słucha —
A jam bez ulgi w twardą ziemię wbity —
I w piersi mojej tchnienie ledwie tleje!.....