Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Choćby ci zginąć przyszło w niepamięci,
Niech cię niczyjej chwalby głos nie nęci;
Dość ci, gdy w sobie zechcesz wspomnieć czule:
lleśmy wskroś przejęci
Tej skały chłodem, ku której się tulę! —



Sonet 42.


W pierwowzorze mocno dziwaczny. Igra tu poeta jak zawsze przemienieniem Dafny w drzewo laurowe, a zarazem własnościami słonecznemi, udzielonemi jej przez Apollina. Ku końcowi mówi znowu o Atlasie, zapewne pod świeżem wrażeniem odbytej tylko co podróży do Hiszpanii. Zdaje się: że opiewa tu pierwsze widzenie się z Laurą po powrocie z tej wycieczki.

Tak mię przeszyła blaskiem swych promieni
Światłość, co zdawna oczy mi olśniewa,
Że jak ją niegdyś, tak mię dziś, w kształt drzewa —
Tylko co wieszczy pieśni Bóg nie zmieni!
Lecz, byśmy w jedno mogli być złączeni,
Ja i urocza ze mną Lauru dziewa,
Tego się od niej duch mój nie spodziewa!
Więc obym stał się jednym z tych kamieni,
Co to udają postać bólem zbladłą,
W której się serce z przerażenia skupi
W jaspis, ceniony przez tłum chciwców głupi —
Takby mi ciężkie jarzmo z karku spadło.
Gdyż dziś zazdroszczę temu, co plecyma
K’Maurom przyparty, świat na barkach trzyma! —



Ballata III.


Nie tak zapewne Dianę swą ukocha
Akteon (gdy ją ujrzeć bez ubrania
W kąpieli chłodnej chęć go skusi płocha) —
Jak ja pasterkę, co jak leśna łania
Drżąc, biały rąbek prała rączką białą,
Który złotawe sploty jej osłania —
Tak, że choć dla niej niebo w krąg gorzało,
Mnie chłód miłosny wskroś udręczył ciało. —



Canzona VI.


Na cześć Mikołaja (Cola) da Rienzo, zachęcając go do odtworzenia dawnej świetności Wiecznego Miasta.

Szlachetny duchu, który władasz dziatwą,
Wśród której życia raczysz stać gospodą,