Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W szałasie lub w jaskini
Z mchu sobie łoże czyni,
Na którem zasnąć troski ma jedyne.
Mnie tylko biada! Nawet w tę godzinę,
Ja za okrutną moją trwam w pogoni!
Przez nią przedwcześnie ginę —
A ona jednak wciąż odemnię stroni!

Żeglarz, z dnia schyłkiem, gdzie się bądź zatrzyma.
Wie: że na twardych deskach swe powierzy
Członki okryciu z chropowatej skóry.
Lecz mnie (niech nawet morzem gdzieś w bezbrzeży
Pędzę, Hiszpanię mając za plecyma,
Cieśń Herkulową, Maurytańskie góry.
Słowem ląd cały, który
Ludzi i pełen źwierza
Snem troski swe uśmierza) —
Cierpień upartych nie kończy się wątek; —
Owszem, dręczących z każdym dniem pamiątek,
Ni żądz mych, ulgi nie łagodzą żadne
Blisko już lat dziesiątek,
I co mię zbawić zdoła — ani zgadnę!

I chociaż los mój ze mną jest w rozejmie,
Toż widzę, jak z dnia schyłkiem, nawet wraca
Wół uznojony pić u wód przezroczy;
A ze mnie, ciężka mych udręczeń praca
Wraz z jarzmem dziennem, czemu się nie zdejmie?
Gdyż dniem i nocą łez mam pełne oczy.....
Biada mi! od uroczej
Chwili, gdym twarz jej boską
Z mą wieczną ujrzał troską —
Bo mi się w duszy piętnem żądz wyryła —
Zkąd już ni przemysł żaden, ani siła
Jej mi nie weźmie póty, aż przemożna
Nie skryje mię mogiła —
Choć wątpię, czy i tej zawierzyć można!

O pieśni! jeśli gwoli
Upartej mej niedoli
Ze mną cię los zespoli,