Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dał z siebie lepszą część mej duszy całej —
Jeśli niedbaniem krzepnie żądzy wrzątek —
To, niż żebrać u jej lica
Strawy, która ból podsyca,
Raczej oniemieć chciałbym nakształt skały.
Lecz cóż z tego? — Jak kryształy
Nigdy na świat nie wyzioną
Innej barwy jak wrodzoną —
Tak i pociechy próżna, promienieje
Dusza, z siebie: to nadzieje,
To srogą słodycz której pełne łono
Zionąc przez oczy, kędy łzy migocą,
Szukając ulgi swojej dniem i nocą!

Dziwny — o! dziwny kochania sposobie!
Z którym chyba nieprzerwanie
Póki życia człek zostanie —
Tak mu rozkoszną żądzą jest katusza!
A jam z tych, którym słodkiem jest płakanie!
Więc bez mała życzę sobie,
By źrzenice moje obie
Łzami wzbierały, jak boleścią dusza.
Cóż dopiero, gdy mię zmusza
Pięknych oczu rozkaz luby,
Z którym w wieczne wszedłem śluby,
Który tak tkliwie słodzi moją nędzę!.....
A więc z całej duszy pędzę
W jak najmocniejszym bólu szukać chluby —
Niechaj wraz z sercem oczy cierpią srogo —
Pocóż miłosną pragną wieść mię drogą!

Słoneczne sploty, którym blasku przecię
Sam jasny dzionek zazdrości —
Jej wzrok pełen niewinności,
Lecz w którym błyszczą tak rażące strzały,
Że od nich w grobie człek przed czasem gości —
Wdzięczne słowa, jakim w świecie
Pewnie równych nie znajdziecie,
Które dar z siebie czynią tak wspaniały —
Jakże w lot mię odbieżały!