Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tą jedną myślą czas dość długi żyłem —
Pierzchła — i życie staje się niemiłem!

Bystro czas pędzi! gdyż wola tak tęga
Pcha go w pochodu igrzyska,
Że ani znasz, ile blizka
Śmierć jest, ku której szybciej mkniesz nad ptaki!
Ledwie u wschodu złoty promień błyska,
Aliści, spójrz! on już sięga
Przeciwnego widnokręga,
Zbiegłszy ku niemu zawiłemi szlaki.
Życia zawód krótki taki!
Wątłe moje człecze ciało
Tak już dziwnie ociężało,
Że gdy jak teraz, od uroczej twarzy
Dalekim być mi się zdarzy,
Niemogąc w skrzydła przybrać chęć zuchwałą.
Za nic powszednie ważę pocieszanie,
Ni wiem, jak mogę żyć w podobnym stanie!

Świat stał się smutny, odkąd mi odjęto
Te słodyczy pełne oczy,
Gdziem miał myśli mych uroczy
Klucz, gdyśmy w Bogu byli pojednani.
Wygnaniec nędzny! — dziś, czy sen mię zmroczy,
Czy z powieką odemkniętą,
Dawne tylko marzę święto;
Lecz, gdziebądź spojrzę, niema mojej pani!
Ileż gór, ileż otchłani,
Miejsc ile, jakby mogiłą
Światła moje przedzieliło,
Które ciemności duszy mej, przecudnie
W skrzące zmieniały południe,
Na to, bym marniał samych wspomnień siłą!
Gdyż iłem życie miał słoneczne wprzódy,
Tyle dziś cierpień, zmartwień w niem, i nudy!

Jeśli rozumem chłodzi się tęschnica,
Co we mnie wzięła początek
Dnia, gdym dla złudnych pamiątek