Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz gdzież manowiec lub szlak tak jałowy,
Gdzieby mię miłość nie dognała tkliwa,
Pełnemi pokus wabiąc wciąż rozmowy? —



Sonet 29.


Gdybym mógł sądzić: że przez śmierć ugodzę
Myśl, co miłością serce mi przejada,
Zdawnaby w trumnę moja postać blada
Padła z brzemieniem co ją gnębi srodze.
Ale że nie wiem: czy w tej ciemnej drodze
Nowy nie czyha ból. czy nowa zdrada,
Gdy duch mój więcej wolą swą nie włada,
Przez pół zostaję i przez pół odchodzę.
Niechby, zawzięcie krwi niejednej chciwa
Ostatnim drgnąwszy ciosem już, cięciwa
Pierś mi rozdarła choćby jak najwścieklej!
Miłości, albo śmierci zwę Anioła! —
Oba mię w barwy swoje przyoblekli,[1]
Czemuż do siebie żaden mię nie woła? —



Canzona IV.


Zdala od Laury, w podróży po Francyi i Niemczech, co miało miejsce w r. 1331.

Nić mego bytu tak jest dziwnie krucha,
I tak ciężkie moje życie,
Że jeżeli dopuścicie,
Wkrótce u kresu drogi mojej stanę!
Odkąd, ocaleć pragnąc, Laurę skrycie
Odbiegłem w strapieniu ducha,
Jedna mi tylko otucha
Śmiertelną w sercu opatruje ranę
Mówiąc: — „jakbądź ukochane
Z oczu wzięto ci oblicze,
Duszo smutna! żyć ci życzę —
Może ci bliska przyszłość się przymili,
A nuż w lepszej kiedyś chwili
Miłości tkliwe zyskać masz zdobycze!“ —

  1. Podobnie Dante powiada w „Życiu Nowem:“ — Przyjdź śmierci! Od dawna już barwy twoje noszę.