Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I tylko miłość, której światłość żywa
Sprawia, żem tyle czarem jej olśniony,
Iż męztwo moje łez się nie wyrzeka.
Leć! lecz miłosnej nie rzucaj zabawy —
Bo pod lekkiemi zasłony
Legł Amor, równie ucieszny, jak łzawy. —



Canzona III.


Canzona ta nie podobna do odtworzenia w formie pierwowzoru (ma bowiem na dziewięć strof tylko siedm rymów) — z powodu właśnie tego, rymotwórczego wysiłku, miejscami mocno jest ciemna.

Żadna w tak żywe barwy się nie stroi,
Ni żadna tak piękna pani
Takich nie splata złotych pasm w warkocze,
Jak ta, co sprawia, iż się chętnie dla niej
Woli wyrzekam, i z wolności mojej
Dróg odciągnięty, jak cień za nią kroczę,
Znosząc jej jarzmo urocze.

Gdy rady sobie dać nie mogąc kiedy
Dusza żal do niej mieć będzie,
Iż zbyt jej ciężko pośród mąk zwątpienia —
To w rozkiełznanym wstrzyma ją obłędzie
Widok, co zawsze, wszystkie gorzkie biedy,
Wszystkie szalone żądz mych uniesienia,
W sercu mi w słodycz przemienia.

Jakbądź miłością miałem serce chore,
Cobądź wycierpieć mam jeszcze,
Nim je uleczy ta, co sama srodze
Wskróś je przebodła (choć nią myśl mą pieszczę!) —
Dziej się co zechce. Depcząc mą pokorę,
Błagam: by tylko gniew jej nie stał w drodze —
Bym wrócić mógł zkąd przychodzę.

Od dnia i chwili, kiedy w jej zrzenice
Utkwiłem wzrok mój jak w tęczy,
Gdziem się miłości! spotkał z twym rozkazem,
Poszło mi wszystko co mię w życiu dręczy —
I także od niej samej, w której lice
Spojrzawszy, kto nie struchlał, ten jest razem
Nieczułem drewnem i głazem.