Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mijając resztę, tylko to wymieniem,
Czemu się słuchacz słusznie zdziwi siła:
Oto mi wężem serce śmierć obwiła,
A jam z jej rąk go nie mógł wziąść milczeniem,
Ni głos dać z piersi, ani nawet płaczem
Wzmódz siły wielce wyczerpane; zaczem
Piórem na karcie kreślę drżąc jej winę:
— Przez cię jam nie mój! Biada ci gdy zginę! —

Tak z niegodnego, wziąłem znów nadzieję,
Stać się w jej oczach godnym zmiłowania.
Lecz tem w otuchę wzbiłem się daremnie!
Bowiem pokora nieraz gniew rozrania,
Zamiast go zgoić. Wiem że tak się dzieje —
Bom był zbyt długo pogrążony w ciemnie,
Gdy na głos próśb mych pierzchł mój blask odemnie;
Gdy mi zaś ani stóp jej ślady żadne
Świetnieją, ni jej choćby cień znachodzę.
Jak człek snem zdjęty w drodze,
Znagła bezsilny na murawę padnę,
Jęcząc, że brzaski znikły mi jedyne.
W tem mi się boleść moja w łzy wylała,
I gdy im wodze puszczam nieroztropnie,
Nigdy od słońca szybciej śnieg nie topnie,
Jak ja, gdym uczuł, że topnieję z ciała,
I u stóp buku w zdrój bieżący płynę.
Och! jakże długą trwało to godzinę!
Któż słyszał: by się rozlał w zdrój byt człeczy?
Jednak to jawne i wiadome rzeczy.

Dusza przez Boga obdarzona godnie,
(Gdyż nie zkądinąd Łaska ta wykwita)
Naturę z Stwórcą swoim wspólną chowa.
Ztąd nigdy nie jest przebaczenia syta,
Jakbądźby wielką kto popełnił zbrodnię,
Gdy się skruszona schyli przed nią głowa.
A jeśli kiedy błagalnego słowa
Żąda, by grzechu człek się lękał szczerze,
To i w tem tylko Boga swego słucha;
Bowiem czyż to jest skrucha,