Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wśród jednej z drugą winą mieć przymierze?
Więc gdy wzruszona pani, sercem całem
Raczy w iną stronę zwrócić wzrok łaskawy,
Widząc że kara równa się grzechowi,
Znów mię czem byłem zrobić postanowi.
Lecz strzeż się mędrcze ufać w świata sprawy!
Jeszcze ją błagam, gdy z kośćmi i ciałem
W krzemień mię zmieni, i tak pozostałem
Z brzmieniem (za cały dawny byt) grobowem,
Ją i śmierć tylko zdolny nazwać słowem.

Pomnę jak niegdyś duch zbolały srodze,
Długo przez kniei dzikich ćmy złowieszcze,
Łzami chuć płacąc niehamowną, błądzę.
Lecz i tych cierpień kres ujrzałem jeszcze,
I wnet znów w członki ciała mego wchodzę,
Na to, bym żywiej boleść czuł, jak sądzę!
I tylem nawet podbiegł moją żądzę,
Iż raz polując, jako zwyczaj miałem,
Spojrzę, aż sroga piękność ta i dzika,
Bez szat, u wód strumyka
Stoi, pod słońca złotych strzał upałem.
Ja, wszelkie inne mając precz ponęty,
Wryty w nią patrzę; więc spłonęła w krasie,
I chcąc się zemścić, czy też skryć zawiśnie,
Znagła mi dłonią wodę w oczy pryśnie.
W tem (prawdę powiem, chociaż kłamstwem zda się)
Samemu sobie czuję się być wzięty,
I jak samotny jeleń strachem pchnięty,
Z gęstwiny w gęstwę szybkim krokiem śpieszę,
Gdyż własnych moich psów mię straszą rzesze!

Pieśni! jam nie ten obłok, co był w prawie
(Spłynąwszy później w szczerozłote deszcze)
Grom Jowiszowy zgasić; ale byłem
Tym, co spojrzeniem Laury spłonął miłem;
I górnolotnym ptakiem byłem jeszcze,
Bym z tą szedł w niebo, którą w rymach sławię;
Anim też w mojej nowej mógł postawie