Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czystości, ma powaby niezrównane. Tam on jest zwykle barwny, obrazowy, pełen życia, serdecznie prosty, misternie kwiecisty, w pieśniach zaś podnioślejszego nastroju szlachetny, nawet wzniosły. Obfituje on w powabne zwroty, wdzięczne zaokrąglenia, wreszcie w gry słów (concetti) w ogóle wielce zawsze Włochom upodobane — bo nawet surowy Dante z lubością się ich dopuszczał. Jednem słowem, wszystko jest u Petrarki szczerze Włoskie. I darmo to (ścisłej rzeczy biorąc) Dantego po nad niego stawiać. Za Dantem poszli w części tragicy, może trochę Tasso — ale więcej podobno i ten, i tamci, i cała rzesza następców, pociągnęła śladem Petrarki — bo Petrarka jest liryk niezrównany — a liryzm krąży niemal we krwi Włocha. W Dantego uwierzyli i do dziś wierzą estetycy, artyści, uczeni całego świata; ale Petrarkę naród, nawet lud Włoski ukochał, jak coś wyłącznie swego. Dante jest wielki — Petrarka zaś każdemu przystępny; Dante jest wspaniały — Petrarka zaś powabny; tamten jest Wieszczem — ale ten pieśniarzem.
Przechodząc do form lirycznych, w jakich pieśni swoje tworzył Petrarka, przyznać musimy, że również nie wymyślił żadnej nowej — ale wszystkie przedziwnie wydoskonalił. Mianowicie w Canzonach, urozmaicenie miar i rymów, budowę strof, spadki rytmiczne, posunął do nieznanego przed nim ani po nim stopnia. Jednak, nawiasowo mówiąc, przypominam tu, com już raz powiedział, o wpływach spaczonego smaku poezyi Prowansalskiej, których Petrarka uniknąć nie mógł. a po części nie chciał — hołdując nie raz, kosztem zdrowej sztuki, dziwacznym upodobaniom swojej epoki. Zastrzeżenie to, w równej mierze stosować należy i do wadliwych naleciałości języka i stylu. W obecnym zaś razie, przyłącza się tu jeszcze wzgląd również powyżej wzmiankowany, a tym jest, dążność do poskromienia wszelkiemi możebnemi utrudnieniami, zbytniej Włoskiego języka skłonności do rymu. Jakoż, w tej mierze, niejednokrotnie, wzorem Prowansalów, dochodzi tu Petrarka do nagannej przesady, na której nietylko cierpi jasność myśli i smak wykształcony, ale nawet często i zdrowy rozsądek. Bo trudnoż nawet wiele wymagać od takich wierszowych wysiłków, jak jest naprzykład Canzona III-cia, w której, na ośm strof, jest wszystkiego siedm rymów; lub jak Sonet 16-ty, którego końcówki stanowią jedne i te same wyrazy. Cóż dopiero powiedzieć o Łańcuchu (Catena), złożonym z trzech Sonetów (33, 34 i 35). gdzie na czterdzieści dwa wiersze, jest tylko cztery, naprze-