Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


244.

Masz w dłoni od twych kajdan dłuto.
Chciej tylko, a Zrządzeniom gwoli,
Będziesz, u kresu twojej dali,
Więźniem, którego z pęt rozkuto,
Bowiem byt ziemski, jest pokutą,
Z której cię dobra śmierć wyzwoli.


245.

Gdy, zżąć idąc szare pól obszary,
Siewca Boży, jako chwasty zbytnie,
Samolubstwo z bólem serca wytnie —
Nas, niech zbawi pewnik ten prastary:
Że ofiarność jest wykwitem Wiary —
Jak, myśl dobra, Dobrym Czynem kwitnie.


246.

Dziergane w błyski złowieszcze,
Od krańców Nieba, w dal siną,
Milczące obłoki płyną —
Wiatr, jak liść zwiędły, szeleszcze,
I chłodne latają dreszcze
Nad Józafata Doliną.

Od pól Przedwiecznej Zagłady,
Kędy w tumanach szlak ginie,