Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy nam samo spojrzy w twarze,
To się jeszcze wnet pokaże,
Żeśmy wszyscy lekkoduchy.


241.

Przyjść musi zima śmiercią blada —
Lecz wprzód, z chmur lunie klęsk ulewa,
I wicher liście porozwiewa —
Temu zaś wtedy srom a biada,
Który, porwany w dal, nie spada
Pod stopy rodzinnego drzewa.


242.

Niezłomne prawo tkwi w serc wymianie —
Więc, gdybyś, w chęci lub czynie,
O sobie myślał jedynie,
To Bóg o tobie myśleć przestanie,
Jak o kimś, który powziął mniemanie:
Że sam się zbawi, gdy śmierć nań skinie.


243.

Jesteśmy wielce w swych żądaniach prości.
Wszyscyśmy radzi: by nam Nieba dały
Pole do zasług i zwycięskiej chwały.
Tylko, że każdy prawo sobie rości:
By bohaterem nie był wśród ciemności —
Lecz w blaskach słońca, w dzień biały.