Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Poprzez bezwodne pustynie,
Po cierniach, krwią znacząc ślady,
Wciąż orszak snuje się blady
Ku Józafata Dolinie.

Idą i bluźnią, i srogo
Klną swych narodzin godzinę!
I klną wnętrzności Matczyne!
I, tą w ciemnościach złą drogą,
Idą — bo nie iść nie mogą —
Na Józafata Dolinę.

Idą — a z niemi woń błota:
Zła myśl, złe słowo, złe czyny.
A przodem, Wódz ich jedyny,
Ten nienazwany Niecnota,
Co ich w te czarne pchnął wrota
Józafatowej Doliny.

A gdy, u kresu bezdroży,
Grzech znów na Krzyżu rozpina,
Cień krwawy Bożego Syna —
To sam Zły Duch się tem trwoży,
I drży, na Straszny Sąd Boży,
Józafatowa Dolina.