Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A mnie niosą prądy coraz świeże
Samym środkiem, razem z rwistą rzeką —
Ach! te nurty ciemne dokąd cieką?
Jam im łódź mą oddał w dobrej wierze!

I pociechy tu i miejsca nie te,
Com je dotąd marzył! Więc się trwożę
Widząc zguby pewność... — Ach! mój Boże!
Jakżeś skarał mrocznych dum poetę!
Bo mię pewnie smutna chłonie Lethe,
Bym z nią wpłynął w Zapomnienia morze! —


216.

Jeśliś świadkiem jest: że źli
Nad ludzkością chorą,
Zewsząd górę biorą —
To myśl w owe smutne dni:
Że ci się to tylko śni
Pod Szatańską zmorą.

Ale, gdy szlachetne prawa,
Które rozum wzmógł,
Strzegą pańskich dróg —
To ci wtedy niech się zdawa:
Że to z Niebios jasna jawa,
Którą zsyła Bóg.