Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


189.

Gdy się z grzechami policzem,
To, każdy świt krwawej zorzy,
W prochu nam skroń upokorzy.
Bo wszak i z piętnem zbrodniczem
Atylla nawet — był biczem
W prawicy Bożej.


.[1]

191.

O myśli człecza! tyś, jak Rajski rzadki
Ptak, w którym dyszy ukryty
Duch anielskiego bannity.
Dziś patrzysz w niebo przez więzienne kratki,
Lecz z chwilą, gdy cię Bóg wypuści z klatki,
Wzlecisz wprost w jasne błękity.


192.

Wśród róż by ludzie chcieli
Wylegać się leniwie.
Lecz ja się takim dziwię.
Bo cóż z tych róż? jeżeli,
W śród miękkiej ich pościeli,
Kolczaste tkwi igliwie!

Nie mówcie: że to zdrada,
Gdyż własnym zdrajcą zowę

  1. Przypis własny Wikiźródeł W zbiorze nie zamieszczono Meandru nr 190.