Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie śmiej kobiety, choćby zawiniła,
Uderzyć — nawet i kwiatkiem.

Bo mówi: — Nad jej wstyd i czar niewieści,
Ja sam, w stworzeniu mem całem
Nic mieć świętszego nie chciałem.
Gdyż ona w sobie ziarno życia pieści,
Pod sercem nosząc przyszłe swe boleści,
I własnem karmiąc je ciałem.


148.

Gdy w dębie, przez Wyroki Boże,
Strzaskana gromem schnie wyżyna;
Z korzeni jego róść poczyna
Pęd życiem silny — by, w swej porze,
Mógł, dla przyszłości lepszej może,
Swą dolę ojciec zdać na syna.


149.

Gdzie ta złość, o której ściany
Skrzydła tłukąc, tak się straszę:
Że drży we mnie duch, jak ptaszę
Mknąć nie zdolne w kraj świetlany?
Ach! szatanem nad szatany
Są nam własne grzechy nasze!


150.

Dumał Tyberyusz przed śmierci progiem,
Mając, w jałowej otusze,
Dać ubóstwieniu swą duszę:
— Jest mi cześć owa szyderstwem srogiem,
Jeżeli na to, bym się stał Bogiem,
Wprzód — umrzeć muszę.