Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


114.

Wiecznie nastręcza wąż kobiecie
Zwycięskich walk ponętę.
Sądząc, że dzieło spełnia święte,
Ona mu głowę stopą gniecie,
A on się śmieje — bo już przecię
Wprzód ją ukąsił w piętę.


115.

Wśród przemarzniętej stawu fali,
Na łyżwach lecąc jak dwa błyski,
Wpadli na siebie w sposób śliski —
I tak się w mroźny dzień poznali.
Ale, że koniec dzieło chwali,
Więc ich rozgrzały rąk uściski.

Ich drogi odtąd wspólnie biegą
W stronę, gdzie Sportu cel jest wszystek:
By wawrzynowy zdobyć listek.
Wreszcie mu rzekła raz: — Kolego —
Bo on był krytyk od wszystkiego,
Ona zaś perła Nowellistek.

Z wiosną, jak dalszy zwyczaj każe,
Majówkę święcąc wichrowatą,
Wracali w śnieg. Lecz później za to,
Na Wiśle, jako dwaj wioślarze,
W łódce, co służy jednej parze,
Pływali — aż wpłynęli w lato.

A gdy jesienią jęli bladą,
Małżeńskich pragnąć pęt niektórzy,
Oni też, nie zwlekając dłużej,
Z Cyklistów liczną współgromadą,
Do ślubu na rowerach jadą,
Wracając gwarno z tej podróży.