Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Prawo mam. Na pomoc! zdrada! —
Wreszcie wchodzą w grę pałasze...
Bo też społeczeństwo nasze,
Z samych się wyjątków składa.


111.

— Będzie to Kolumb, Dante, lub Jan Trzeci! —
Tak słyszysz, idąc po życiowej grudzie,
O Janiu każdym, jak o przyszłym cudzie.
A jednak — proszę — niech mnie kto oświeci:
Gdzie się podziewa rozum owych dzieci,
Z których się potem robią głupi ludzie?


112.

Ktoś o pożyczkę prosił z całej siły,
I na to, w dziwne słodycze
Przystrajał słowa zwodnicze,
Chcąc, by o wiele skuteczniejsze były.
Lecz mu rzeczono: Słuchaj, bracie miły!
Sam sobie dobrze ja życzę.

Więc widzisz — lepiej, gdy, w podobnym względzie,
Odważnie broniąc kieszeni,
Człowiek się raz zarumieni:
Niżby sto razy miał mieć wstyd, gdy będzie
O swoją własność puste słał orędzie,
Już nie w bawialni, lecz w sieni.


113.

O ty grobowej chwały świetne znamię!
Kogóż twój blask nie zdziwi?
Toćże tu, jak najtkliwiej,
Na tym marmurze, w tej złoconej ramie,
Czy to umarły tak po śmierci kłamie?
Czy też za niego żywi?