Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niechaj, godnego swej zapłaty człeka,
Przyjdzie wziąść w tobie śmierć blada,
Nigdy nie będzie siał, kto wiatry bada —
Ni żąć nie będzie, kto pogody czeka.


102.

Że kto młody w chmury strzał
Obces pędzi — to nie powiem,
By źle sobą rządził — bowiem
Krewkość, to chwalebny szał.
Gdyby miesiąc w miejscu stał —
Wiecznie byłby nowiem.


103.

Ten, który, gardząc myśli wymianą,
O sobie tylko wciąż gada,
Ma w tem przyjemność nie lada,
Cóż, kiedy rzadko podzielaną —
Bo nikt nie lubi, by mniemano,
Że on jest sługą współsąsiada.


104.

Wśród rzeszy ziemskich Bogiń tyla,
Są dwie, od których miej się zdala.
Jedna cię z sobą prząść zniewala —
Druga ci kark do stóp swych schyla.
A tyleż zgubi cię Dalila —
Ile ci ujmie czci Omfala.


105.

Jakabądź bywa nasza chudoba,
Na pokaz światu, zawsześmy cudzej
Mądrości słudzy.
Prawem są dla nas względy te oba: