Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Starości! pełna niezwrotnej szkody!
Twe smutki któż wysłowi?
Szczęściem, z tej doli sieroco-wdowiej,
Idziesz na wieczne gody.

Złym zaś jest Szatan, on czarnopióry
Zazdrośnik Wiedzy Wszechrzeczy —
Bo za to w dziale wziął byt człowieczy,
A z nim i starość spowitą w chmury
Tęsknot i żalów późnych... lecz z której
Śmierć go, jak nas, nie wyleczy.


45.

Bliższy ci ten jest, kto cię kocha,
Niż, co się tylko kochać daje.
Ztąd, mieć przyjaciół liczną zgraję,
Chęć marna jest i płocha.
W szczęściu, nie rzadko, skromna trocha
Za całość staje.


46.

Chwil, w niepowrotne rwących przepływy,
Żal tyleż krótki, co warta strata.
Gdyż, z podsłonecznych dni tego świata,
Ten jest nad wszystkie inne szczęśliwy,
Który, jak smukła strzała z cięciwy,
Najszybciej w przestrzeń ulata.


47.

Nie smuć się, jeśli, zamiast słów pochwały,
Choć pełnisz tylko czyste sprawy Boże,
Przekąsy, tnące jak noże,
Twą dobrą sławę w strzępy szmat zszarpały —
Skoro Bóg nawet, w swej potędze całej,
Nie wszystkim dogodzić może.