Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Mnie słuchaj — ja rozsądnie prawię:
Precz od nas ty poezyo blada!
 
Po co masz dłużej być w zachwycie,
Że głupstwo bije ci do głowy? —
Ja się cichemi proszę słowy:
— Trzeźwości mię nie nauczycie.
Niech już pod ławą skończę życie —
Jam stary pijak nałogowy.


42.

W świat możesz z wiatrem iść, mój młody!
I w łodzi życia płynąć z rzeką.
Bo niech cel drogi twej odwleką
Wstręty i gromkich fal przeszkody —
To, od rodzinnej twej zagrody,
Kto wie: czy chciałbyś iść daleko.

Z powrotem za to, miej zamiecie
Grady i gromy w twarz!
Lecz, z myślą: żeś jest nasz,
Przebojem wracaj. Bowiem przecie
Koniecznie, z błędów twych po świecie,
W domu się znaleść masz.


43.

Gdyś prawdy dosiągł w samem jądrze,
I myśl ci wyzdrowiała chora,
To nie mów: że nie zawsze pora
Głośno to wyznać. Bowiem, zkądże?
Czyżbyś się wstydzić miał niemądrze,
Żeś dziś jest mędrszym niźli wczora?


44.

Nie trudno dobrym być Aniołowi,
Bo on jest wiecznie młody.

<section end="44" >