Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/365

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dwa lwy w zamkowe wtargnęły podwoje:
Jednego z nich ojciec wiódł męże na Troję,
A zasię ten drugi to syn Strofiosa,
Co snać oszuka niebiosa,
Tyle ma w sobie chytrości.
Istny Odyssej! Mruk,
Ale wylany dla gości,
Druhom swym wiary dochowa...
Boju świadoma głowa,
Na krew zażarty pies,
Już niejednego zmógł —
Jeno niech skarze go bóg
Za jego podstęp i skrytość!
Owóż ci dwaj,
Dotarłszy do komnat zwiedzionej
Parysa, łucznika, żony,
Poczęli ronić łez
Obfitość.
Haj!
Wielce strwożeni, pobladli,
Do kolan Heleny przypadli
Ten z lewej, a tamten z prawej,
I jęli śród jęków wrzawy
Skarżyć na los się krwawy.
Zbiegła się, zbiegła służba
Z frygijskiej pani czeladzi
I jeden z drugim radzi,
Azali dobra to wróżba,
Azali podstęp nie w drodze —
Tak w swojej radzili trwodze.
Haj!
Jednym to nie przypadnie,