Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rozbija szczęście człowieka
W puch!
O prędko z ojca rąk,
Który nie czeka,
Zginąć ma syn!
O męko mąk!
Straszny się spełnia czyn,
Klęska nad nami już zwisa,
Zeusie! Na twoje za chwilę
Bezdzietne dziecię
Rzucą się w sile
Zapamiętałej
Krwiożercze, zabójcze szały,
Bez strachu
Mściwy sprawując sąd.
Bez dźwięku kotłów, o dachu,
Tan się zaczyna,
Mąt —
Przenigdy w świecie
Nie lubi, Bachu,
Twa go drużyna!...
Jej, domu, jej!
Nie Dioniza rozlewa się płyn
Po tej posadzce twej,
Nie sok to z winnych gron,
Lecz krew!
Co siła, dziatki, uciekać! co siła!
Złowrogi wita was zew!
Łowiec was ściga, on!
Huzia za wami, jak pies!
Krwawy chce łowić plon!
O, nie napróżno szaleje w tym gmachu