Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Niezmiennej szczęśliwości nie zna nikt na świecie.
I ty i twój małżonek przeżyliście znojnie
Niejedno: On-ci dużo wycierpiał na wojnie,
Ty zasię przez obmowy. Gorące starania
Niczego mu nie dały, a teraz wyłania
Największe mu się szczęście bez pracy. Ty starca,
Rodzica, nie shańbiłaś, jako chce potwarca,
Głos ludzki, ni swych braci. Przypominam sobie
Tej chwili dzień zaślubin twych, jak w onej dobie
Przed czwórką twoją biegłem z pochodnią w tej ręce,
Gdyś razem z nim rzucała komnaty dziewczęce
Możnego twego domu. Do lichej ja rzeszy
Wpisuję tego sługę, który się nie cieszy
Z swem państwem, nie boleje z niem razem... Ot, mały
Ja człowiek, ale pragnę, by mnie zaliczały
Ludziska do szlachetnych sług, bo choć z imienia
Niewolnik, wolny jestem z ducha. Człek ocenia
Tak sobie całą sprawę: Lepsze to, niż gdyby
Miał w wnętrzu swem odrazu dwie posiadać chyby,
Dwa naraz niedostatki: w niski myśleć sposób
I kornie ustępować wobec lichych osób.

MENELAOS.

Ponieważ, mój staruszku, zniosłeś bardzo wiele
Przy boku mym w tej wojnie, a dziś me wesele
Podzielasz, więc idź, proszę, oświadcz druhom, którzy
W jaskini pozostali, jak mi szczęście służy
I co zastałeś tutaj, powiedz, by czekali
U brzegu i na walkę, co się na nas zwali —
Tak sądzę —, byli wszyscy gotowi: bo, juści,
Jeżeli nam się uda wyrwać z tych czeluści
Tę oto moją żonę, to musim, my, doli