Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz dzięki ci za wszystko, co się stało, dzięki!
I ja, com nie wierzyła, iż mój syn króluje
Z bóstwami, dziś to widzę naocznie i czuję!
O dzieci! dziś już wolne od wszelkich katuszy,
Od Eurysteja wolne, tej straceńczej duszy,
Co zginie mi niechybnie!... Niebawem, o dzieci,
Rodzinny gród źrenicom tym waszym zaświeci!
Niebawem ojcowiznę ujrzycie, swą starą
Dziedzinę, i swe bogi uczcicie ofiarą!
Nie stało wam ich w świecie — los biednych wygnańców,
Zmuszonych wciąż się tułać do ostatnich krańców.
Lecz powiedz: Iolaos jakież żywi plany —
Przemądre, że Eurystej dotąd nie karany?
Że dotąd jeszcze żyje? Nie jest to dowodem
Rozumu puszczać wroga, kiedy wróg pod spodem.

SŁUGA.

Chce uczcić cię w ten sposób, chce, byś go na oczy
Widziała, tego władcę, co dziś się zatoczy
Pod stopy twojej władzy. Rad tu nie przybędzie —
Musiano go skrępować. Ciężko mu jest sędzię
Zobaczyć, pani, w tobie, ciężko zdawać sprawę
Z swych grzechów... Teraz żegnam! Niech będą łaskawe
Twe oczy na me losy! Pamiętaj, królowo,
Coś rzekła mi, gdy pierwsze przyniosłem ci słowo —
Daj wolność mi! W tych rzeczach — rzeczy to ogromne! —
Niech usta cne nie będą nigdy wiarołomne!
(Odchodzi).

CHÓR.

Lubię ja tańce i śpiewy, gdy fletnia
Biesiadę swym czarem uświetnia.
Niech mi też łaska wykwita,