Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ALKMENE.

Co? Może mu na czoło jaki wieniec włożą?

SŁUGA.

Ze starca on się znowu przemienił w młodziana.

ALKMENE.

O dziwach mi rozprawiasz... Lecz jak rozegrana
Została szczęsna walka?... Niechże mi opowie!

SŁUGA.

I owszem — ja to wszystko w jednem zamknę słowie:
Gdy siły obustronne, stając oko w oko
Naprzeciw siebie, huf swój rozciągły szeroko.
Z czworokonnego Hyllos zestąpił rydwanu
I w polu, między wojska stanąwszy, tę panu
Mykeny da poradę: »Dlaczego, hetmanie
Argiwski, mamy zgubę siać na cudzym łanie?
Nie będzie dla twej ziemi nazbyt wielkiej szkody,
Jednego jeśli męża utraci... W zawody
Więc chodźmy oba razem, w pojedynkę! Zginę,
Ty dzieci Heraklesa weźmiesz w tę godzinę
Ze sobą; gdy ty padniesz, obiecaj niekłamnie,
Że dom i wsze zaszczyty ojca przejdą na mnie«.
Widziało się to wojsku. »Przepiękne to słowa —
Mówili —, bo i wojna skończyć się gotowa
I męstwa są dowodem«... Lecz tamten nie bierze
Do serca sobie słów tych, choć właśni żołnierze
Wzywali go, by stanął — wódz, tchórzem podszyty,
Nie umiał pojedynku przyjąć na dziryty,
Wycofał się, ten podlec! I taki wyrzutek
W niewolę chce brać dzieci Heraklesa! Skutek
Był ten, że Hyllos wrócił znów w szeregi swoje.