Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


IOLAOS.

Tak sprawne, żwawe nogi gdzież to widzieliście?

SŁUGA.

Wydaje ci się więcej, niż jest rzeczywiście.

IOLAOS.

Nie powiesz tak, gdy ujrzą mnie o, tam! twe oczy.

SŁUGA.

Co zrobisz?! Niech ci wszystko dobrze się potoczy.

IOLAOS.

Co? tarczę przedziurawię niejednego wroga!

SŁUGA.

Byleby tylko dojść tam! W tem jest moja trwoga.

IOLAOS.

O ramię mej młodości, przypomnienia warte,
Ty, któreś z Heraklesem powaliło Spartę!
Mający ciebie dzisiaj za swego spólnika,
Ujrzałbym niewątpliwie, jaka trwoga dzika
Gnałaby Eurysteja, mędrka, co się boi
Oszczepu! Zobaczyłbym, jak to nie przystoi,
By jakiś tam szczęśliwiec grał nam bohatera
Wbrew prawdzie i słuszności, bo tchórz zeń przeziera.
Nam zawsze się wydaje — rzecz najoczywistsza,
Że w każdym, co ma szczęście, trzeba widzieć mistrza!

CHÓR.

O ziemio! o jaśni miesiąca,
Nocą świecąca!
O wy słoneczne blaski,
Dla ludzi tak pełne łaski!