Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/418

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I hufcom Kadmosowym ten zamiar najkrwawszy,
Którego nie powinni wypełnić. Na szczycie
Wysokiej baszty stojąc, wojskom należycie
Milczenie nakazawszy, pierwszy się w te słowa
Odezwał Eteokles: »Drużbo Danaowa,
Zastępów hetmanowie, co tu przybyliście.
I ty, Kadmosa ludu, przecz tak oczywiście
Poświęcać macie życie w Polyneika sprawie
I w mojej? Ja was dzisiaj od tego wybawię.
Sam z nim się rozprawiwszy w pojedynczym boju.
Jeżeli go ubiję, żyć będę w spokoju,
Sam jeden dzierżąc władzę. Jeżeli zaś zginę,
Gród oddam w jego ręce. Wracajcie w krainę
Rodzinną, zaniechawszy walki. Argiwowie,
Nie kładźcie tu się trupem!« Tak Eteokl powie.
I syn twój Polyneikes z szeregu wyskoczy
I wniosek ten pochwali. Przyklasnęli w oczy
Zarówno Argejczycy, jak i nasze chmary,
Bo słuszną im się rzecz ta wydała. Ofiary
Spalono na ten układ. I zastępów wodze
Przysięgli, że układu się dotrzyma. Srodze
Oblekli się następnie w spiże młodociani
Synowie sędziwego Ojdipa. Nie zgani
Nikt zbroi, w którą druhy ich ubrali: grodu
Naszego władcę zdobią najpierwsi z narodu
Sianego. Polyneika zasię Danaidzi
Co tylko najprzedniejsi. Oko moje widzi.
Jak stoją, okazali, z niezmienioną twarzą,
Acz strasznie się natarcia pożądaniem żarzą
Ku temu i tamtemu przystępując, druhy
Takiemi im słowami dodają otuchy:
»W twych ręku, Polyneiku, czy bogu postawisz