Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/417

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tak zda się, nie uniknął za te moje śluby
I grzechy Ojdipowe. Stracił swego syna —
Przez niego wybawiona ojczyzna jedyna,
Lecz ojcu żal zostawił... Powróćmy, kochany,
Do rzeczy: Dzieci moje jakież mają plany?

GONIEC.

Nie pytaj! Dotąd szczęście raduje ci duszę.

IOKASTE.

Coś w tem podejrzanego. Usłyszeć to muszę.

GONIEC.

I czegóż jeszcze pragniesz? Żyją twoje dzieci!

IOKASTE.

Chcę wiedzieć, czy w czem innem szczęście mi też świeci!

GONIEC.

Puść, puść mnie! Syn twój nie ma tam giermka przy boku.

IOKASTE.

Coś skrywasz, coś mojemu chcesz zataić oku.

GONIEC.

Z dobremi złej mi wieści łączyć się nie godzi.

IOKASTE.

Nie? Chyba żebyś mi się ulotnił jak złodziej.

GONIEC.

Ajaj! Przecz, dobre wieści słyszawszy tej chwili,
Do złych mnie jeszcze zmuszasz? Co postanowili
Synowie twoi, powiem: Czyn straszliwie śmiały!
Chcą bić się w pojedynkę w obliczu nawały
Tych wszystkich wojsk, Argiwom w głos zapowiedziawszy