Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/416

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Złorzecząc, tak się pusząc, postać przygarbioną
Chowając przed głazami pod tarczy osłoną,
Po szczeblach wciąż się wspinał i wspinał, wtem, właśnie,
Gdy miał przekroczyć okraj muru, piorun trzaśnie
I razi go, aż ziemia zatrzęsła się cała,
A z nią, z przerażeń wielkich, i ludzi nawała.
Z drabiny spadł Kapanej [członki się odbiły
Od członków, włos ku niebu powiał, krwią opiły
Sczerwienił ziemię w dole, nogi i ramiona
Kręciły się jak samo koło Iksiona.].
Zwęglony trup na ziemi legł. I rękę boga
Ujrzawszy, że się wojsku okazała wroga,
Adrastos huf argiwski za szaniec odwodzi.
Że zasię znak Zeusowy był dla naszej młodzi
Przyjazny, więc odrazu konni i piechota
I wozy ruszą cwałem na Argiwów, grota
I łuku nie żałując, szerząc spustoszenie
Na okręg: Jedni z placu, drudzy w śmierci cienie
Odchodzą, padłszy z wozów. Któż opisać zdoła:
Tu osie obok osi, tu strzaskane koła,
A tutaj trup na trupie piętrzący się leży.
Do dziś tych strażnic ziemi, tych warownych wieży
Rozburzyć nie daliśmy, lecz co stać się może
Czy jutro czy pojutrze, to już dzieło boże.

PRZODOWNICA CHÓRU.

Zwycięstwo rzeczą piękną! O będę szczęśliwa,
Gdy Bóg nam jeszcze lepsze raczy zesłać żniwa!

IOKASTE.

Bogowie nam sprzyjają i los nam życzliwy.
Przy życiu moje syny i z ojczystej niwy
Niebezpieczeństwo uszło. Kreon tylko zguby,