Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/398

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czyż kazirodne ach! łoże
Nie jest li hańbą dla człeka?!


∗                    ∗

Wydałaś, ziemio, wydała,
I to tebańska jest chwała,
Nietajna chyba nikomu —
Mówiono mi o tem, mówiono
Mnie, cudzoziemce, tam w domu,
Przywiały to słuchy w me strony —
Wydałaś ród, urodzony
Z posianych zębów smoka.
Ofiar zwierzęcych żarłoka,
Co kształt swój przystroił ponury
W krwawe grzebienia purpury.
Z niebiańskich wysokości
Przyszli bogowie w gości
Na ślub Harmonii — hej!
Do tych przybyli kniej!
Przy Amfiona lutni
Tebańskich siedmiu wrótni
Wzniosły się mury
Śród łożysk dwóch tych rzek:
Wiosenny, świeży ścieg,
Kwiecista, rzeźwa błoń
Zieleni się, zieleni
Śród obu tych strumieni
I tu, gdzie Dirki toń
I gdzie Ismenu brzeg,
Io, rogata Pramać,
Ona to miała dać
Kadmejskim królom życie!