Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/393

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KREON.

Ty również siedmiu mężów staw przy bramach grodu.

ETEOKLES.

A jak? Czy w pojedynkę? Na czele narodu?

KREON.

Na czele. Trzeba wybrać najdzielniejsze grono.

ETEOKLES.

Rozumiem. By od murów wroga odpalono.

KREON.

Podwodzów daj, nie wszystko jeden widzieć może.

ETEOKLES.

Na mądrość czy na śmiałość zważać przy wyborze?

KREON.

Na jedną i na drugą! Czem jedna bez drugiej?!

ETEOKLES.

Obejdę teraz baszty i wedle zasługi
Najlepszych stawię mężów u siedmiu bram miasta.
Dla wroga równy oto przeciwnik wyrasta
W mych wodzach. Nie jest pora wymieniać nazwiska,
Gdy w nasze już się mury nieprzyjaciel wciska.
Nie! Idę! Niech to ramię moje nie spoczywa!
O, gdyby traf zarządził, ażeby tu żywa
Braciszka mego postać stanęła przedemną.
W tej walce! Oko w oko! Miecz za miecz! Daremną
Nie byłaby rozprawa!... Co do Antygony,
Mej siostry, że poślubić ma ją twój rodzony
Syn Haimon, to ty o tem pamiętaj, jeżeli
Ja szwankbym jaki poniósł! Wiano jej wydzieli