Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/394

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mój dom — dziś to potwierdzam na wychodnem! Bratem
Tyś matki mej, więc słowa zbyteczne! A zatem
I mnie i tobie gwoli zajmij się nią godnie.
Mój ojciec, pozbawiwszy się wzroku, za zbrodnie
Swej własnej nierozwagi dziś cierpi... Nie mogę
Wychwalać go nad miarę. Wszak na życia drogę
Klątwami nas obarczył. Gdyby się spełniły,
Śmierć dla nas nieochybna od tych klątew siły.
Aha! mam jeszcze jedno: Jeśliby wyrocznię
Miał jaką wróż Teirezias, to trzeba niezwłocznie
Wybadać go... Tej chwili poślę na wypadek
Menojkeosa, syna twego, co mu dziadek,
Twój ojciec, swe nazwisko zostawił. Dla ciebie
Teirezias rad tu przyjdzie i wszystko wygrzebie
Ze serca, by ci sprawić przyjemność. Co do mnie,
Tom kiedyś go pohańbił, zwymyślał ogromnie
Za jego kunszt wieszczbiarski, więc się złości. Dalej,
I tobie i grodowi, byście pamiętali,
Powiadam i to jeszcze: Gdy w tej walce wrażej
Zwycięży moja sprawa, niech się nikt nie waży
Pochować Polyneika na tebańskim łanie.
O, zginie, kto zarządzi takie pochowanie,
Chociażby to był krewny! Tyle słów, Kreonie,
Do ciebie. Zaś do służby: Niechaj mi tu bronie
Przyniosą, jakich trzeba, by wyruszyć w pole.
Gdzie łamią się kopije. Zwyciężyć ja zdolę,
Bo sprawa nasza słuszna. Teraz, Przezorności,
Ty z potęg najcenniejsza, ocal nasze włości!

CHÓR.

Sprawco powszechnej niedoli
Cierpienionośny Aresie!