Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/381

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ni tobie ani Tebom, owszem, źródłem sromu
Dla wszystkich nas się staną!... Tyle słów do ciebie.
Zaś tobie, Polyneiku, powiem w tej potrzebie,
Że głupią masz przysługę ze strony Adrasta,
Że sam też nierozważnie najechałeś miasta
Naszego głaźne mury. Jeżeli, broń Boże,
Zwyciężysz, jakiż pomnik wznieść twa ręka może?
Swą ziemię spustoszywszy, pogrzebawszy w pyle
Swój gród, jakie zapalisz ofiary? Na tyle
Zdobędziesz się czelności, że się nie zawaha
Na łupach, zgromadzonych nad wodą Inacha,
Napisaać twoja ręka: »Na pastwę pożogom
Oddawszy gród tebański ofiaruje bogom
Te tarcze Polyneikes!« Helleńskie dzierżawy
Niech nigdy ci, mój synu, nie dadzą tej sławy!
Jeżeli zaś ulegniesz, jeśli ten cię złamie,
Jak staniesz bez tysięcy swoich w Argu bramie?
Niejeden wówczas powie: »O nieszczęsneś śluby
Skojarzył, Adrastosie! Przywiodłeś do zguby
Nas wszystkich o, przez jedną podwikę!« W podwójne
Nieszczęście brniesz, mój synu! Matki oko czujne
Powiada-ć: tamte stracisz i tu padniesz!... Ludzie,
Przestańcie raz się nurzać w zaślepionym trudzie!
Snać niema nic gorszego nad to, gdy dwie głowy
Zespolą razem w jedno swój rozum niezdrowy.

PRZODOWNICA CHÓRU.

Odwróćcie to nieszczęście od nas, o bogowie!
Ojdipa ród w przyjaznej niech się łączy zmowie.

ETEOKLES.

Pusta matko, słów szermierka! Zmarnowany drogi czas
Chęci twoje nie pomogą, nie zjednoczą dzisiaj nas —