Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/377

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z Danaów stoisz wojskiem. Boga tu na sędzię
Przyzywam, na rozjemcę tej braterskiej waśni.

POLYNEIKES.

Wyraża się wzdyć prawda zawsze jak najjaśniej,
Nie trzeba jej wykrętów ni sztuczek, albowiem
Ma siłę sama w sobie. Sprawa, że tak powiem.
Schorzała, ginąc zawsze z swej niemocy, sięga
Po lek rafinowany... Nie chcąc, by potęga
Ojcowskiej ongi klątwy Ojdipa, co spadła
I na mnie i na tego, miała się, zajadła,
Wypełnić, spragnion dobra rodzinnego domu
Rzuciłem z własnej woli — w tym względzie nikomu
Bynajmniej nie uległszy — ojczyznę, jej sprawy
Pozostawiając temu na rok jeden. Krwawej
Rozterki unikając i zwady, po roku
Miał rządy mnie znów oddać w umówionym toku,
[A nie, jak dziś się dzieje, że z jego powodu
I czyny złe się rodzą i ból jest dla grodu
I dla nas.] On się zgodził, zaprzysiągł na nieba
Lecz słowa nie dotrzymał, zrobił, jak nie trzeba,
Zagarnął tron ojcowski, zabrał część mej schedy.
 dzisiaj jestem gotów zgodzić się, jak wtedy,
By znowu na rok jeden wziął berło w swe ręce,
Skoro nań przyjdzie kolej. Tę wojnę poświęcę,
Te hufce precz odprawię, odebrawszy swoje,
Pustoszyć nie chcę własnej ojczyzny, na znoje
Nie będę swego grodu narażał, te mury
Uwolnię od swych drabin; jeśli, mówię z góry,
Przy prawie się utrzymam, zabiorę tę tłuszczę
I szturmu już żadnego do hram nie przypuszczę.
Na świadki wołam bogów, wzywam ich na sędzie,