Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/376

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PRZODOWNICA CHÓRU.

I Eteokl się zbliża! Chce miasto
Ocalić pojednaniem. Teraz ty, Iokasto,
Tak przemów, jako matka, by się pogodzili.

Wchodzi

ETEOKLES.

Z miłości k’tobie, matko, przychodzę tej chwili.
Stawiałem pod marami zaprzęgi i roty,
By, głos twój usłyszawszy, zaprzestać roboty,
Ten głos twój pojednawczy. Pod twoimi wpływy
Zjawiłem się, by ten o! zjawił się tu żywy!

IOKASTE.

Mityguj się, bo nigdy popędliwość, synu,
Słuszności mieć nie może. Zdrowe jądro czynu
W rozważnych tylko słowach spoczywa. Więc, dziecię,
Nie rzucaj dzikich spojrzeń, nie pień się! Toć przecie
Nie głowę masz odciętą od karku Gorgony
Przed sobą, jeno brat twój zjawił się rodzony.
I ty, Polyneikesie, racz mu spojrzeć w oczy!
Zobaczysz, że inaczej sprawa się potoczy:
I sam przemówisz lepiej, patrzący w twarz brata,
I jego mowę lepiej pojmiesz. Tak się splata
To wszystko, że wam obu mądrą dzisiaj muszę
Dać radę: Gdy druh jaki rozsierdził swą duszę
Na druha i gdy potem spotkają się razem
I spojrzą sobie w oczy, rozsądku rozkazem
Wzdyć będzie, aby tylko rozmawiali o tem,
Dlaczego się zetknęli, swych oraz z powrotem
Na pamięć nie przywodząc... Więc, Polyneikesie,
Ty pierwszy masz tu słowo. Albowiem, jak zwie się,
Swą krzywdę niby mszczący, na ojczystej grzędzie