Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/319

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zwierzają swoje losy. Toć i mnie te klęski.
Jak grom spadając na mnie w swej mocy zwycięskiej.
Zamknęły całkiem usta, tak bóg mnie zwycięża,
Śląc na mnie straszną burzę... Lecz ty zostaw męża,
Daj spokój Hektorowi! Łzy twe, córko miła,
Żywota mi nie wrócą! Mogiłą mogiła,
Ty szanuj swego władcę nowego, jeżeli
Już dały ci go losy. Niechże go obdzieli
Swym wdziękiem twoja postać urocza! W ten sposób
Sprawując się, dla drogich będziesz szczęściem osób
I syna mego syna na Troi pożytek
Wychowasz, jeśli dom nasz nie zaginie wszytek,
Gdy z płodu twego liczne potomstwo wyrośnie
I gród ten odbuduje, by zakwitł radośnie.
Lecz — myśl się bowiem jedna lubi rodzić z drugiej
Me oczy widzą oto zbliżanie się sługi
Achajów — snąć z rozkazem! I cóż on zawiera!?...

Wraca

TALTHYBIOS.

Małżonko największego Frygów bohatera!
Że chętnie ci przynoszę to, co Pelopidzi
I inni uchwalili, niech ci się nie widzi!

ANDROMACHE.

Co stało się? Nie dobrze twój początek wróży — —

TALTHYBIOS.

To dziecko — — jakżeżby się wyrazić? — — już dłużej — —

ANDROMACHE.

Co? Pragną nas rozdzielić? Dać je w inne ręce?

TALTHYBIOS.

Do rąk Achajów źdźbło to nie pójdzie dziecięce.