Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/318

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pierwszego, rada idzie za drugim i dzieli z nim łoże.]
Toć nawet koń nie łatwo oswoić się może,
Jeżeli go odłączą od konia, co razem
Pod jednem chodził jarzmem, pod jednym rozkazem.
A przecież zwierz nie człowiek, nie zna ani mowy
I nie ma tak rozumnej, jako ludzie, głowy —
Ot, bydlę jest i tyle!... O Hektorze luby,
Jam męża miała w tobie nad wszelkie rachuby —
I z rodu i umysłu, z męstwa i majątku
Świeciłeś nad innymi. Tobie, mój początku,
Gdyś wziął mnie z domu ojca, pierwsze-m poświęciła
Miłości mojej żary! Padłeś, a mnie siła
Mych wrogów do Hellady zaciąga na służbę!

(Do Hekaby)

Więc widzisz, że ja gorszą widzę dla się wróżbę,
Niż śmierć twej Polykseny, po której łzy leje
Twe oko. Jam straciła snać więcej — nadzieję,
Co żywych nie opuszcza! I choć słodką złuda,
Nie łudzę się, iż szczęście zyskać mi się uda.

PRZODOWNICA CHÓRU.

Jednakie mamy losy. Płacząc swojej biedy,
I moją mi niedolę przypominasz wtedy.

HEKABE.

Na statku nigdy noga moja nie postała —
Z obrazów wiem i z słuchu, że gdy się nawała
Pomierna gdzieś na morzu okrętom wydarzy,
Gorliwie o ratunku myśli tłum żeglarzy:
Ten zajmie się żaglami, ten robi przy sterze,
Ten wodę z dna wylewa — tak każdy się bierze
Do pracy. Lecz gdy burza rozkłębi bałwany
Nad miarę, wówczas łodzi, wichrami porwanej,