Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/317

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Do dawnych tęsknią czasów, gdy im było lepiej.
Więc ona leży w grobie — niech cię myśl ta krzepi —,
Jak gdyby tu przenigdy nie widziała słońca,
I żadnych nie ma cierpień, spokojna do końca.
Mnie zasię, com mierzyła do sławy i do niej
Trafiłam — mnie ze szczęściem powiodło się płoniej.
Ku czemu winny dążyć białogłowy skromne,
Ja, wszedłszy w próg Hektora, zawsze o tem pomnę.
Po pierwsze, co kobietę samo już ze siebie,
Czy winna, czy nie winna, w oczach ludzi grzebie.
Jeżeli nie pilnuje mężowskiego domu,
Ja, zrzekłszy się tej chęci, nie dałam nikomu
Powodu do przygany. Dalej, na pokoje
Niewiastek nie puszczałam, które muszą swoje
Wygadać. Nie! już z domu za nauczyciela
Rozsądek mając zdrowy, zawszem małowiela
Starczyła sama sobie. Łagodne spojrzenie
Dla męża zawsze mając, wiedząc, w jakiej cenie
Jest u nich, gdy się milczy, nigdym się przebojem
Nie pchała, przeświadoma, kiedy mam na swojem
Postawić, kiedy uledz! Takie o mnie wieści
Do wojsk achajskich doszły i są mej boleści
Przyczyną: Syn Achilla, dostawszy mnie w ręce,
Za żonę wziąć mnie pragnie... Życie więc poświęcę
Wysłudze w domu zbójców!... Jeśli o Hektorze
Najdroższym zapomniawszy, serce swe otworzę
Nowemu małżonkowi, wzdyć się sprzeniewierzę
Tamtemu; jeśli wiary dochowam mu szczerze,
To ten mnie znienawidzi, dziś mój pan na świecie!
Choć mówią, że noc jedna wystarczy kobiecie,
Ażeby ją rozbroić — tak ją mąż zwycięża!
 Ale ja gardzę taką, co straciwszy męża