Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/320

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ANDROMACHE.

Więc co? Zostawić w Frygii chcą je — na nasienie?

TALTHYBIOS.

Sam nie wiem, jak ja tobie ten zły los wymienię!

ANDROMACHE.

Pochwały godny lęk to, lecz nie w szczęsnej sprawie!

TALTHYBIOS.

Gdy powiem: Syn twój umrze!, serce ci zakrwawię.

ANDROMACHE.

Największe to nieszczęście, jakie mnie dotknęło!

TALTHYBIOS.

Na wszechnaradzie Greków Odyssa to dzieło.

ANDROMACHE.

O raty! O przeraty! Dokądże to zmierza?!

TALTHYBIOS.

Powiedział: »Precz ze synem pierwszego rycerza!«

ANDROMACHE.

»Trza strącić go« — powiedział — »z wyniosłych baszt Troi!«
Tak, widno, stać się musi! Ty zmysły pozbieraj,
Gdy rozum chcesz pokazać i zbyt nie upieraj
Przy synu się nieszczęsnym, tylko znieś! Najprościej
Nie myśleć, iże silnym jest się w swej słabości!
Pomocy nie masz znikąd... Rozważyć to trzeba:
Padł gród twój i padł mąż twój, służebnego chleba
Kosztować musisz teraz, a my mamy przecie
Dość siły, aby jednej podołać kobiecie.
Więc walki nie pożądaj, abyś nienawiści
I hańby nie ściągnęła na siebie. Nie ziści