Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/304

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I w domu: Wdowy marły, a ojcowie starzy,
Straciwszy swoich synów, dla tej wojny wrażej
Snać wzrosłych, już nie mają nikogo przy sobie,
Co krwawąby ofiarę wylał na ich grobie.
O, godne takie wojsko pochwały! Milczenie
Zachowam zaś o hańbie. Nie chcę, by me pienie
Nikczemną napełniało się treścią. Trojanie
Natomiast warci sławy największej: Na szańce
Szli ginąć za ojczyznę. To pierwsze. A dalej:
Kto padł, tego druhowie na ręce zabrali,
Do domu go ponieśli i potem godziwie
Przybrawszy, na ojczystej złożyli go niwie
Do grobu. Zaś Frygowie, co nie padli w wojnie,
Codziennie przy swych dzieciach siedzieli spokojnie
I żonach — jużcić rozkosz Achajom to obca...
A teraz o Hektorze posłuchaj. Los chłopca
Twojego ci opiszę, jaki był: On życie
Utracił, jak bohater najpierwszy! Przybycie
Achajów to sprawiło, bo jeśliby oni
W swych domach pozostali, nie padłby na błoni
Skrwawionej i nazwisko miałby nie tak czczone.
I Parys, iż Zeusową córkę wziął za żonę,
Jest głośnym dziś na świecie... Prosty rozum każe
Unikać ludziom wojny, lecz gdy kto w swym żarze
Wybuchnie, śmierć zaszczytna zdobi wieńcem sławy
Ojczysty gród, zaś hańbą dlań jest skon plugawy.
Dlatego nie płacz, matko, po kraju i po mnie
Z powodu moich ślubów! Wrogów, tak ogromnie
Znienawidzonych przez nas, przezemnie i ciebie,
Ten związek mój małżeński na wieki pogrzebie.
Wybucha śmiechem.