Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/305

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PRZODOWNICA CHÓRU.

Jak głośno ty się śmiejesz z nieszczęść twego rodu!
Czy prawdę wróżysz, czas nam dostarczy dowodu.

TALTHYBIOS.

Gdyby nie to, że zmysły twoje przez Apolla
Okrutnie pomieszane, inaczej twa dola
Złożyłaby się dzisiaj, że z takiemi wróżby
Wysyłasz moich wodzów do domu. Ha! Cóżby
Rzec na to, iż co wielkiem nazywają ludzie
I wzniosłem, wielkość swoją zawdzięcza li złudzie,
Tak marnem jest jak marność... Patrz! syn Atreusza,
Hellenów wszech naczelnik, on, królewska dusza.
Tak zniżył się, że uległ miłości tej dziewki,
Szalonej!.. Ja, choć człowiek od chudej polewki,
Przenigdybym się takiej nie zalecał! — Ano,
Co tutaj o tych Frygach i Grekach gadano,
Tak jednych kosztem drugich wynosząc, to juści
Niech z wiatrem sobie idzie! W niepamięć to puści
Talthybios, boś niespełna rozumu... Do łodzi
Idź ze mną, piękna króla kochanko!... (Do Hekaby) A chodzi
O ciebie, pójdziesz zaraz, gdy Laertiada
Zażąda twego przyjścia... Zostać ci wypada
Służebną u niewiasty cnotliwej do skonu,
Jak mówią ci, co przyszli w bramy Ilionu.

KASANDRA.

Służalec wykapany! Bo jak zwać inaczej
Tych woźnych! Ród to wstrętny, plemię to pływaczy
Obleśnych, co się rządom i wielmożom łaszą
Powiadasz, że Odyssej weźmie matkę naszą
Do służby? A cóż będzie z słowem Apollona,