Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Któż wielbiłby takie bezprawie?
Pokoju pragnę, nic więcej!

(Z myślą o Eurysteju):

Lecz tobie powiem, książęcy
Ty panie, coś rozum postradał:
Nie będziesz tem miastem władał,
Jak myślisz, zbliżywszy się zbrojnie!
Nie sam ty potrzebne masz w wojnie
Dziryty i tarcze spiżowe!
Więc bacz-że na swoją głowę,
Ty żądzą bitwy porwany:
W te miasta wspaniałe ściany,
W te Muz nadobnych siedliska
Niech dłoń twa oszczepów nie ciska!...

IOLAOS (do wracającego Demofona).

O synu, przecz z smutnemi zbliżasz się oczami?
Czy masz się jaką wieścią podzielić tu z nami
O wojsku?... Cóżeś słyszał? Zostaje czy idzie?
Heroldzi nie są kłamcy! I wódz, co swej dzidzie
Niejedno już zwycięstwo zawdzięcza szczęśliwe,
Z niemałą ruszy złością na ateńską niwę —
Wiem o tem bardzo dobrze. Ale Bóg ma karę
Na pychę, jeśli człowiek dmie się ponad miarę.

DEMOFON.

Argiwski huf się zbliża, Eurystej nadchodzi —
Widziałem go naocznie. Kto bowiem przewodzi
Swym wojskom, jak potrzeba, a w sposób doniosły,
Ten nigdy na swe wrogi nie patrzy przez posły.
Na błonia naszej ziemi swej on ciżby dużej
Dotychczas nie wprowadził: Rozsiadł się u wzgórzy