Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I śledzi i uważa — takie moje zdanie —,
Jak możnaby najlepiej stanąć na tym łanie
Ateńskim, jak bez bitwy przejść z wojskami swemi
I módz się usadowić bezpiecznie w tej ziemi.
I ja też zarządziłem wszystko, jak należy.
Pod bronią gród nasz stoi, z stad ofiarnych zwierzy
Wybrano, co potrzeba na zarznięcie bogom.
Kapłani poświęcili już miasto, co wrogom
Ucieczkę ma zgotować, a naszym zbawienie.
Wróżbiarzy też zebrałem wszystkich i te w cenie
Będące wieszczby stare, jawne i tajemne,
Co mogłyby się przydać ojczyźnie. Acz ciemne
I różne są w swem brzmieniu, to jednak w tej mierze
Zgadząią się, że trzeba poświęcić w ofierze
Dla córki Demetery[1] jakowąś dziewicę
Ze szlachetnego rodu. Juści, że mam lice
Zwrócone k’wam, lecz przecie ani córki własnej
Nie oddam ni żadnego — powód chyba jasny —
Z obywateli moich nie zmuszę, ich chęci
Naprzekór! Bo i gdzież są ludzie, tak zawzięci
W szaleństwie, by z rąk mieli wypuszczać swe dzieci
Kochane? Juści teraz ujrzysz, jak się nieci
Nieszczęsny bunt na mieście. Jedni mi przyznają,
Że trzeba pomódz gościom, a zaś drudzy łają,
Że czynię bezrozumnie. Jeśli nie wyproszę
Was z miejsca, nieochybne wybuchną rokosze,
Domowa będzie wojna. To więc rozważ sobie
I poradź, rozważywszy, co ja tutaj zrobię,
Ażeby was ocalić i te nasze łany
I nie stać się dla swoich przodmiotem nagany.

  1. Persefony, bogini Hadu.